Ostatni fragment obwodnicy schodzi pod tory i domyka komunikacyjny przełom

4 min czytania
Ostatni fragment obwodnicy schodzi pod tory i domyka komunikacyjny przełom

FOT. Urząd Miasta Oświęcim

W Oświęcimiu obwodnica zbliża się do momentu, w którym cała układanka zacznie działać jak jedna trasa, a nie zbiór osobnych odcinków. Najtrudniejszy fragment prowadzi dziś pod czynną linią kolejową, więc stawka jest wysoka, a margines błędu niewielki. Miasto już teraz odczuwa ulgę na ulicach, ale to właśnie ten końcowy etap ma zdecydować o pełnym domknięciu inwestycji.

  • Najpierw otwierano kolejne odcinki, a centrum stopniowo odzyskiwało oddech
  • Pod torami trwa najtrudniejsza część budowy
  • Głęboko pod ziemią i bez zatrzymywania pociągów
  • S1 już pracuje pełniej, a miasto widzi pierwszy efekt

Najpierw otwierano kolejne odcinki, a centrum stopniowo odzyskiwało oddech

Obwodnica Oświęcimia nie powstała jednym ruchem. Przez ostatnie lata inwestycja była oddawana kawałek po kawałku, a każdy z tych fragmentów zdejmował z miasta część tranzytu i ciężkiego ruchu.

Wcześniej udostępniono między innymi:

  • 2,2 km trasy między ulicami Zatorską i Jagiełły,
  • ponad 4 km od węzła Oświęcim na S1 do ronda w Pławach,
  • 1,6 km drogi z mostem na Sole, łączące ronda przy ulicach Legionów i Jagiełły.

Ten etapowy rytm ma znaczenie dla kierowców, bo kolejne otwarcia nie tylko skracają przejazd przez region, ale też rozdzielają ruch lokalny od tranzytowego. W efekcie centrum Oświęcimia coraz mniej przypomina miejsce, przez które wszyscy muszą przejechać „po drodze”.

Pod torami trwa najtrudniejsza część budowy

Największe wyzwanie zostało zostawione na koniec. Chodzi o odcinek między rondem w Pławach a rondem na ulicy Legionów, gdzie powstaje przejazd pod torami kolejowymi na linii Oświęcim – Czechowice-Dziedzice. To właśnie tam inwestycja wchodzi w najbardziej wymagający inżynieryjnie teren.

Prezydent Oświęcimia Janusz Chwierut nie ukrywa, że ten fragment jest szczególny. Mówi, że to „największe wyzwanie całej inwestycji”, bo budowa pod czynną linią kolejową wymaga precyzji, nowoczesnych technologii i pracy w trudnych warunkach gruntowo-wodnych.

Podczas spotkania w urzędzie miasta, z udziałem wykonawcy z Budimeksu, przedstawicieli GDDKiA w Krakowie i samorządów zaangażowanych w projekt, omawiano właśnie postęp robót w tym newralgicznym miejscu. Według Tomasza Cywińskiego z Budimeksu:

„W czerwcu planujemy zakończenie prac przy samym obiekcie i umieszczenie go w docelowej lokalizacji”.

Spółka zakłada potem wykonanie układu drogowego, a na grudzień uzyskanie pozwolenia na użytkowanie. To oznaczałoby dopuszczenie odcinka do ruchu z końcem roku.

Głęboko pod ziemią i bez zatrzymywania pociągów

Skala robót pokazuje, dlaczego ten fragment tak mocno różni się od zwykłej budowy drogi. Po obu stronach torów jezdnia ma zejść niemal 10 metrów poniżej poziomu terenu. Dodatkowym problemem jest wysoki poziom wód gruntowych, dlatego wykonano specjalne podziemne ściany zabezpieczające.

Budowana konstrukcja ma być trójnawowa i pokaźnych rozmiarów. Zostanie wciśnięta pod czynną linię kolejową przy użyciu kilkudziesięciu siłowników. Proces ma przebiegać stopniowo, metr po metrze, przy jednoczesnym usuwaniu ziemi spod czoła obiektu. To jeden z tych momentów, w których droga, kolej i geologia spotykają się w jednym miejscu, a wszystko musi zagrać bez zakłócania ruchu pociągów.

Dla mieszkańców to nie tylko techniczna ciekawostka. Jeśli termin końcowy się utrzyma, obwodnica domknie się w całość, a samochody jadące przez Oświęcim będą mogły omijać centrum jeszcze sprawniej niż dziś.

S1 już pracuje pełniej, a miasto widzi pierwszy efekt

Równolegle dużo dzieje się na głównym przebiegu drogi ekspresowej S1 między węzłem Oświęcim a węzłem Mysłowice -Kosztowy. W ostatnich dniach do ruchu oddano kolejne fragmenty trasy, które porządkują układ komunikacyjny w tej części regionu.

Udostępniono:

  • 2,8 km od ronda w Jedlinie do ronda w Pławach,
  • 2,9 km S1 między Bieruniem a węzłem Oświęcim.

To ważne zwłaszcza dla ciężarówek i ruchu tranzytowego, bo właśnie ten strumień pojazdów najbardziej obciążał dotąd lokalne drogi. Z perspektywy miasta oznacza to mniej hałasu, mniej nerwowych manewrów i większy porządek na ulicach, które przez lata dźwigały ruch nieprzeznaczony dla zwykłego miejskiego układu.

Janusz Chwierut mówi o tym wprost, że Oświęcim zyskuje „oddech”. I trudno się dziwić, bo każdy kolejny otwarty fragment sprawia, że miasto staje się lepiej połączone z S1 i A4, a tym samym bliżej głównych szlaków w stronę Krakowa, Katowic i dalej. W tle pozostaje jeszcze jeden efekt, równie ważny jak sam komfort jazdy, czyli większa atrakcyjność terenów inwestycyjnych i mocniejsza pozycja Oświęcimia na mapie regionu.

na podstawie: Urząd Miasta Oświęcim.

Autor: krystian