Sto lat pana Bazylego i historia, która z Jaworek trafiła do Oświęcimia

Sto lat pana Bazylego i historia, która z Jaworek trafiła do Oświęcimia

W domu na Starych Stawach tego dnia było więcej wzruszeń niż słów. Pan Bazyli Hnatkowicz świętował setne urodziny, a razem z nim przy stole spotkały się wspomnienia, wdzięczność i cała długa droga, jaką przeszedł od dzieciństwa w Beskidach do życia w Oświęcimiu. To nie była zwykła rocznica, tylko opowieść o człowieku, który przez dekady nie tracił pogody ducha ani zmysłu do pracy.

  • Od Jaworek do Starych Stawów prowadziła go trudna historia
  • Praca, drewno i dom budowany własnymi rękami
  • Urodziny, które połączyły rodzinę, sąsiadów i dawnych znajomych

Od Jaworek do Starych Stawów prowadziła go trudna historia

Bazyli Hnatkowicz urodził się 17 kwietnia 1926 roku w Jaworkach koło Szczawnicy, w łemkowskiej rodzinie. Dorastał w domu pełnym rodzeństwa – miał sześciu braci i dwie siostry – ale spokojne dzieciństwo przecięła historia, która odcisnęła się na całym jego życiu. W 1947 roku, po akcji „Wisła”, musiał opuścić rodzinne strony.

Przez lata szukał miejsca, w którym mógłby zacząć od nowa. Ostatecznie pod koniec lat 60. trafił do Oświęcimia. Tu założył rodzinę i zbudował dom, który stał się jego punktem oparcia na kolejne dekady. Ta droga pokazuje dobrze, jak wiele wysiłku kosztowało w tamtych czasach zwykłe zakorzenienie się w nowym miejscu.

Praca, drewno i dom budowany własnymi rękami

Przez lata pracował na wydziale Z – V w Zakładach Chemicznych Oświęcim, był też związany z ratownictwem chemicznym. Równolegle angażował się w pracownię dydaktyczną w Szkole Podstawowej nr 2, gdzie przygotowywał pomoce naukowe. Został zapamiętany jako człowiek, który nie potrafił usiedzieć bez zajęcia.

Jego druga pasja miała zapach drewna i warsztatowy rytm. Rzeźbił, stolarstwem zajmował się z prawdziwą wprawą, a w domu zostawił po sobie wiele własnoręcznie wykonanych elementów. Powstała altana, schody, boazeria – rzeczy codzienne, ale zrobione tak, by służyły latami. Najbardziej zaskakuje jednak to, że jeden z domów wybudował, mając 93 lata. Mieszka w nim do dziś wraz z opiekunką.

Przez wiele lat korzystał też ze wsparcia Dziennego Domu Pomocy. Jak podkreślają osoby związane z placówką, zawsze mógł tam liczyć na życzliwość i dobre towarzystwo, a dla niego sama obecność ludzi była równie ważna jak pomoc w codziennych sprawach.

Urodziny, które połączyły rodzinę, sąsiadów i dawnych znajomych

Na jubileuszu pojawili się przedstawiciele miasta – zastępca prezydenta Oświęcimia Krzysztof Kania oraz kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Małgorzata Matla. Przekazali gratulacje, kwiaty, upominki i list od premiera. W takich chwilach oficjalne gesty mają znaczenie, ale równie ważna bywa zwykła obecność ludzi, którzy pamiętają jubilata z codziennego życia.

W spotkaniu uczestniczyli także przyjaciele z Dziennego Domu Pomocy razem z dyrektorką Agatą Lorek. Były śpiewy, życzenia i głośne „200 lat”, a góralskie nuty przywołały młodsze lata pana Bazylego. To właśnie ten ton nadał uroczystości najwięcej ciepła – bez zbędnego patosu, za to z autentyczną radością.

Na co dzień jubilat może liczyć na najbliższych. Córka Maria i wnukowie mieszkają w Anglii, ale utrzymują stały kontakt i odwiedzają go tak często, jak pozwalają obowiązki. Sąsiedzi mówią o nim „Góral” – i trudno o trafniejsze określenie dla człowieka, który przeszedł przez trudne czasy, a mimo to zachował pogodę ducha, cięty humor i wyraźną siłę charakteru.

na podstawie: UM Oświęcim.